Co naiwniejszymi i mniej obytmi z naszym życiem politycznym wczorajsze oświadczenie Tuska, że nie będzie kandydował na prezydenta wstrząsnęło. Niektórymi, zupełnymi już naiwniakami, pozytywnie. Wstrząs ten wynika z nadużywania silnego i b. źle wpływającego na rozum narkotyku, jakim jest telewizja. Nadużywający telewizji ulegają złudzeniu, że pokazywane tam zdarzenia są rzeczywiste i istotne, podczas gdy stanowią one fasadę i to najczęściej życzeniową.
Już wyjaśniam co to jest “życzeniowa fasada”: otóż polityka postrzegana przez pryzmat TVN24 i audycji Tomasza Lisa to jest taki obraz polityki, jaki na danym etapie zgodnie z tegoż etapu mądrością “starsi i mądrzejsi” podsuwają nam do wierzenia. Tymczasem rzeczywista polityka odbywa się poza okiem kamery – decyzje podejmowane przez “starszych i mądrzejszych” są przekazywane do miejscowej razwiedki (tego czy innego odłamu), a następnie są aktorom sceny politycznej (wyjątkowo trafne określenie) objawiane. Czasem odbywa się to najwyższym piętrze hotelu Marriott, czasem na cmentarzu – no ale w każdym razie to w ten sposób nasi “liderzy” i “mężowie stanu” dowiadują się co im w danej chwili przystoi robić.
Takoż było i z Tuskiem. Widać już dawno mu zakomunikowano, że na stanowisko tubylczego prezydenta przewidziany jest kto inny. I dlatego dla nikogo, kto próbuje śledzić życie polityczne nie przez ekran TV, ale poprzez próby odgadywania kierunków działań “starszych i mądrzejszych” z różnych znaków i śladów, z powolnych ruchów różnych państw i organizacji nie mogło to być żadnym zaskoczeniem. Raczej potwierdza to pewne przecieki i znaki z zeszłego roku – jak choćby nagły pomysł PO by zmniejszyć prezydentowi uprawnienia lub niedyskrecję posła Nowaka, że Tusk widzi jako prezydenta… Władysława Bartoszewskiego.
Swoją drogą “decyzja” Tuska jakoś dziwny trafem zbiega się z podbijaniem wyników PiS w sondażach. Moim zdaniem to przygotowanie artyleryjskie do objawienia nam prawdziwego wybrańca “starszych i mądrzejszych”, który ma powstrzymać ten straszny PiS i zdetronizować tego ochydnego Kaczora.
Fakty są takie, że prezydent to stanowisko już czysto reprezentacyjne, pozbawione nawet konstytucyjnie jakiejkolwiek realnej władzy zaś PiS to partia, która po przegranych wyborach poszła w rozsypkę (silnie zresztą wspomaganą przez swojego wodza, który czyścił ją ze wszystkich, ktorzy mogliby mu zagrozić – a więc posiadających więcej niż dwie czynne szare komórki). Jednak by raz jeszcze uzyskać efekt mobilizacji “młodych” i innych “oświeconych” konsumentów TV trzeba trochę już przykurzone i cuchnące naftaliną truchło PiS-u nieco podmalować i ożywić, by raz jeszcze mogło straszyć.
Odsunięcie Donalda może tu tylko pomóc. Mimo najszczerszych wysiłków TVN24 i Gazety Wyborczej wielu Polaków jednak się już połapało, że Tusk to nadmuchany medialnie pętak, który nic nie robi a obieca każdemu co tylko ten będzie chciał usłyszeć. W tej sytuacji weryfikacja jego sondażowej przewagi nad “Kaczorem” przy urnach wyborczych mogłaby doprowadzić do nieprzyjemnej dla nadmuchujących Donalda kompromitacji. A tak, to on sobie pogada, że by napewno wygrał – i któż to kiedyś zweryfikuje? – a niektorzy się nabiorą na te jego marsowe miny, że to dla Polski się tak poświęca i w ogóle.
Brawa dla reżyserow naszej sceny politycznej! Aktorów może mamy kiepskich, ale reżyseria – mucha nie siada.
Teraz tylko czekać na kolejne etapy – dalsze straszenie PiS-owskim truchłem, a potem nagłe objawienie kolejnego zbawcy narodu wystruganego z banana przez “starszych i mądrzejszych”. Założę się, że już ów wybraniec trenuje odpowiednie miny i kuje na pamięć swoje kwestie. W końcu to występ będzie nie lada, nie może być pomyłki!
Jak już pisałem, byłoby to zabawne gdyby nie to, że to naprawdę się dzieje w kraju bliskim sercu. Skoro nic nie można zrobić to można zrobić przynajmniej jedno – nie brać udziału w tej farsie i nie głosować.