“Przewidywanie jest trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości” miał powiedzieć Niels Bohr. Bardzo to lapidarnie i trafnie ujmuje ogromną trudność w przewidywaniu co się teraz będzie działo na świecie.
No bo tak – w Stanach Zjednoczonych kryzys gospodarczy, ludzi masowo zwalniają z pracy, inflacja postępuje i co więcej to co robi FED to “dodrukowanie” (w cudzysłowiu, bo tylko drobna część dolarów istnieje w formie fizycznej) jeszcze więcej dolarów zaś towarzysz Obama planuje “wielkie roboty publiczne” czyli ogólnie rzecz ujmując więcej socjalizmu. Tradycyjni ekonomiści ze szkoły Austriackiej twierdzą, że to wszystko musi się zawalić z wielkim hukiem i USA czeka wielki kryzys. I patrząc na to ekonomicznie mają rację. Pytanie tylko na ile zmienia sytuację to, że choć Chiny produkują już prawie wszystko to jednak gros profitów zgarniają amerykańskie firmy pod markami których ta produkcja się odbywa i które sprzedają to po co całym świecie. Albo jak ma nastąpić krach kraju, który nadal dysponuje najsilniejszą i najbardziej technologicznie zaawansowaną armią na świecie na którą od lat wydaje więcej niż jakikolwiek inny kraj na świecie? I czemu dolar teraz znów rośnie kiedy powinien właśnie pikować w dół? Ostatnie drgawki czy odbicie od dna?
Niektórzy uciekają od dolara do euro i pokładają nadzieje w Unii Europejskiej. Sami amerykanie chcieliby mieć tak jak jest w Szwecji czy Niemczech – po to sobie wybrali socjalistę Obamę. Ale Unia to kolos na glinianych nogach, obciążony ogromną ilością mniej lub bardziej zbędnych i głupich regulacji.
A przecież pieniądze to nie wszystko, ekonomia to nie wszystko. W tle za tym wszystkim mamy na przykład kwestie demograficzno-religijne. Biali mieszkańcy Europy Zachodniej wymierają podczas gdy islamscy imigranci rozmnażają się w tempie podwajającym ich liczebność w ciągu jednego pokolenia. Co więcej, biali porzucili swoją religię, przyjezdni i ich dzieci trzymają się islamu i to czasem bardzo ortodoksyjnie. Realna całkiem jest groźba, że za kilka dziesięcioleci – a może wcześniej – zamiast UE będzie kalifat – czyli dla nie znających tego słowa państwo muzułmańskie. Z shariatem i całą resztą. Na tym tle USA wygląda dużo lepiej, wciąż więcej tam dzieci niż w Europie. Ale czy tak będzie dalej pod prezydentem Obamą i planowaną przez organizację ironicznie nazwaną Planning Parenthood masową kampanią proaborcyjną? Czy będzie dalej przy wszystkich siłach, które robią wszystko by w społeczeństwach Zachodu rozwalić jak tylko się da rodzinę , ostatnio z pomocą promowania wszelkiej maści zboczeń?
Problem demografii dotyka także Rosji. Jej ludność też się zmniejsza. To jej słabość, której świat nie widzi. Z drugiej jednak strony Rosja jest bogata w zasoby naturalne, ma nadal silną armię i – co jest jej największą przewagą – inteligentne, zdeterminowane kierownictwo w osobie ex-kagiebisty Putina i jego kolegów. Nie ograniczają ich wybory czy krytyka społeczna, mogą planować na 20 lat do przodu i te plany realizować. I widać, że stawiają na odzyskiwanie przez Rosję siły i pozycji. Walnęli pięścią w stół w Gruzji i wszyscy zwiali z podkulonymi ogonami – to ich raczej zachęci do tego, by ćwiczenie to powtarzać.
Z drugiej strony Rosja graniczy z Chinami. Chinami, które rosną i puchną nie tylko ekonomicznie, ale i militarnie. I stają się coraz bardziej agresywne wygrażając właściwie całemu światu poza USA kiedy coś im nie pasuje. Olimpiadę dostali i nikt nie pisnął słówkiem, że coś jest tam nie tak. Obrońcy praw człowieka z Francji czy Anglii woleli pałować swoich własnych obywateli, którzy w geście protestu utrudniali drogę olimpijskiego znicza niż podpaść Chińczykom. A Chińczycy zdecydowanie wiedzą co robią i także działają i planują z ogromnym wyprzedzeniem, równie nieskrępowani co i Rosja. Czy Rosja się ich nie obawia? Co oni knują, bo w końcu ich też nie staje się mniej?
A przecież w tym szerokim przeglądzie ledwo tknąłem świata. Są przecież jeszcze Indie – równie ludne jak Chiny, równie ambitne, również uzbrojne po zęby także w broń nuklearną, za to dużo bardziej wolne i przedsiębiorcze. Jest Afryka, gdzie Chiny wypierają byłe kolonialne potęgi pchając się gdzie popadnie i skąd ostatni biali wieją z Afryki Południowej zamieniającej się powoli w kolejny murzyński bantustan z przemocą na ulicach, skorumpowaną administracją i kulejącą gospodarką. Jest cała Ameryka Południowa, różnorodona od bardzo liberalnie zachodniego Chile bo Wenezuelę która wyciąga rękę do Rosji co otwiera nowy ciekawy rozdział w polityce. Jest cały świat krajów islamu, który od dawna systematycznie przygotowuje się do czasu kiedy ropa się skończy i trzeba będzie żyć z innych usług.
Gdzieś w tle pozostaje problem zasobów naturalnych, energii i klimatu który podobno się zmienia ale tak naprawdę nikt nie wie czy z powodu ludzkiej działalności ani także czy jakakolwiek ludzka działalność może tu coś zmienić.
W tej sytuacji próby przewidzenia co będzie za rok są z góry skazane na niepowodzenie. Ciężko przewidzieć co będzie za miesiąc. Odczytywanie trendów z kursowych wykresów czy też wróżenie na podstawie historii jest równie zawodne. Świat jako układ czy system opuścił stany stabilne i stał się niestabilny i kompletnie nieprzewidywalny. Zapewne skończy się to bolesnym przesileniem po którym będzie nowy stan stabilny, nowy układ na XXI wiek.
Jak marnie na tym tle wyglądają nasi politycy? Jaką możemy mieć nadzieję, że przeprowadzą Polskę przez ten sztorm, który widać na horyzoncie?