Jedna katastrofa i mamy ciąg upokorzeń Polski jakich nie było od dawna. Najpierw po katastrofie premier Tusk nie śmie powołać się na istniejące porozumienie polsko-rosyjskie dotyczące badania katastrof samolotów wojskowych, nie śmie skorzystać z rzuconej przez prezydenta Miedwiediewa oferty wspólnego śledztwa – tylko tchórzliwie zgadza się na śledztwo w/g konwencji chicagowskiej, tym samym oddając je całkowicie Rosji. By zatrzeć nieprzyjemne wrażenie rusza PR-owska kampania “nowego otwarcia”, “przyjaźni” i “zaufania” w stosunkach z Rosją (dość absurdalna biorąc pod uwagę co te same merdia pisały i mówiły o “reżimie Putina” jeszcze nawet parę miesięcy temu).
Kiedy w wyniku tego tchórzostwa Rosjanie dość otwarcie i obcesowo “prowadzą śledztwo” i robią rzeczy, które nawet lemingom ciężko wytłumaczyć (rozwalają wrak, który leży pod gołym niebem, zmieniają zeznania kontrolerów lotu, nie oddają Polsce skrzynek ani nie dają dostepu do kluczowych dowodów itp.) Tusk postanawia potrząsnąć szabelką i 17 grudnia mówi, że wstępny raport MAK jest nie do przyjęcia. Jasne było, że Rosjanie nie mogli tego pozostawić bez odpowiedzi – i ona właśnie jest, MAK ogłosił, że na skutek presji prezydenta i poganiani przez pijanego gen. Błasika polscy piloci po prostu wlecieli jak debile we mgłę i się rozwalili pomimo upomnień troskliwej budy tj. wieży kontrolnej na lotnisku w Smoleńsku, skąd-inąnd szczytu profesjonalizmu i przygotowania. Polskie uwagi do raportu zlano ostentacyjnie ciepłym moczem, bo i też MAK nie miał żadnego obowiązku nic z nimi robić.
Jaka jest reakcja naszych “mężów stanu”? Tusk na urlopie, Komorowski ma katar a Sikorski wlazł w taką mysią dziurę, że nie wiadomo gdzie właściwie jest. To reakcja pętaków – schować się i przeczekać.
Smutne to, ale rządzą nami ludzie, którzy nie są w stanie grać na światowym poziomie – no chyba, że w piłkę nożną. Nie mają za grosz nie tylko zmysłu państwowego, zdecydowania i honoru – ale nawet zwykłych ludowych “jaj”.