Warto obchodzić święto Niepodległosci w najbliższy wtorek. Warto świętować, choć niekoniecznie na oficjalnych imprezach. Warto szczególnie tym razem, bo jest to najpewniej ostatnie święto niepodległości na bardzo długo. Dla wielu z nas być może ostatnie w życiu.
Zapewne 11 listopada będzie jeszcze celebrowanym dniem (w PRL przynajmniej szczerze i otwarcie świętowano jakiś tam 22 lipca – tzw. święto Wedla) ale cóż z tego, skoro nie będzie już niepodległości. Polska bowiem wciela się właśnie do Unii Europejskiej i wraz z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego przez prezydenta RP (do czego przynagla go gorliwie premier Tusk) jej niepodległość przestanie istnieć. Nie jest to to samo co poprzednie utraty niepodległości, a zwłaszcza barbarzyńskie najazdy z 1939 roku (w liczbie mnogiej, bo dwóch najeźdźców było jakby kto historii nie znał) – ale niepodległą Polska być przestaje.
Czy nieodwołalnie to się jeszcze okaże – w końcu “jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”. Już kiedyś w Wiedniu pewien traktat podpisywali różni cesarze na “wieczne czasy” i oczywiście jak wiemy wieczność z tego żadna nie wyszla, ot, raptem z jedno stulecie. Wątpię by Unia Europejska pociągnęła i tyle więc kto wie, może kiedyś jeszcze znów Polska będzie niepodległa. Ponieważ jednak wątpię, bym tego doczekał to specjalnie jakoś sobie ten dzień poświętuję.